Protesty przeciwko Sánchezowi po kryzysie w Ceucie

Protesty przeciwko Sánchezowi ogarnęły w tym tygodniu całą Hiszpanię. W środę, 2 września, na ulice wielu miast wyszły dziesiątki tysięcy ludzi, oficjalnie w geście solidarności z Ceutą, w praktyce jednak demonstracje szybko przerodziły się w otwarte wezwania do dymisji premiera Pedro Sáncheza. Dzień później rząd musiał tłumaczyć się w Kongresie Deputowanych z reakcji na kryzys migracyjny, który latem doprowadził do przekroczenia hiszpańskiej granicy przez dziesiątki tysięcy osób. To kolejny rozdział sytuacji, którą opisywaliśmy w poprzednim artykule o kryzysie w Ceucie.

Dziesiątki tysięcy na ulicach Madrytu

Największe zgromadzenie odbyło się w Madrycie, w okolicach placu Cibeles i ratusza miejskiego. Szacunki liczby uczestników różnią się drastycznie: władze mówią o około 50 tysiącach osób, lokalne źródła i organizatorzy podają liczby sięgające nawet 150 tysięcy, jak podaje Daily Telegraph. Równoległe manifestacje zorganizowano tego dnia w Barcelonie, Walencji, Sewilli, Maladze i dziesiątkach innych miast, a w samej Ceucie mieszkańcy przeszli ulicami z hiszpańskimi flagami, domagając się większej ochrony granicy, o czym informuje serwis Worthy News.

Demonstracje zorganizowano formalnie w geście solidarności z Ceutą, jednak transparenty i skandowane hasła koncentrowały się przede wszystkim na osobie premiera. Tłum wielokrotnie domagał się jego dymisji, a lider Vox, Santiago Abascal, ocenił, że Ceuta została porzucona przez władze centralne i ostrzegł, że podobny scenariusz może powtórzyć się w innych częściach kraju.

Starcia z policją i kontrmanifestacja

Część protestujących ruszyła w stronę Kongresu i okolic rezydencji premiera. Doszło do starć z policją: funkcjonariusze użyli gazu łzawiącego i pocisków gumowych po tym, jak w ich stronę poleciały przedmioty. Według agencji EFE zatrzymano kilka osób, a kilkunastu policjantów zostało rannych. Osobny incydent w pobliżu Kongresu, do którego dołączyły grupy skrajnej prawicy, zakończył się kolejnymi zatrzymaniami, w tym dwóch nieletnich.

Tego samego dnia na placu Callao odbyła się kontrmanifestacja zorganizowana przez Podemos i Izquierda Unida, w której wzięła udział między innymi eurodeputowana Irene Montero. Jej uczestnicy sprzeciwiali się obecności skrajnej prawicy na ulicznych protestach i ostrzegali przed wykorzystywaniem kryzysu migracyjnego do podsycania ksenofobii.

Sánchez tłumaczy się w Kongresie

Pedro Sánchez, premier Hiszpanii
Pedro Sánchez, premier Hiszpanii. Fot. Pool Moncloa, Carlos Spottorno de las Morenas, La Moncloa

W czwartek, dzień po demonstracjach, premier stanął przed parlamentem, by odpowiedzieć na pytania dotyczące zarządzania kryzysem, o czym pisze Express & Star. Zrewidował w górę liczbę ofiar śmiertelnych związanych z przekraczaniem granicy w Ceucie, z wcześniej podawanych 96 do 141. Przyznał również, że reakcja jego rządu na skalę napływu migrantów nie była wystarczająca, tłumacząc sytuację częściowo działaniami organizacji przemytniczych i dezinformacją rozpowszechnianą w mediach społecznościowych.

Prezydent Ceuty, Juan Jesús Vivas, od tygodni powtarza, że autonomiczne miasto padło ofiarą czegoś więcej niż kryzysu migracyjnego. „To, co nas spotkało, nie było kryzysem migracyjnym”, mówił, opisując wydarzenia z lipca jako naruszenie integralności terytorialnej Hiszpanii.

Nie pierwszy raz: protesty przeciwko Sánchezowi w 2026 roku

Wrześniowe demonstracje nie są odosobnionym epizodem. Już 23 maja ulice Madrytu wypełniły tłumy protestujące przeciwko premierowi w związku z zarzutami korupcyjnymi wobec osób z jego otoczenia, o czym pisała wtedy Al Jazeera. Organizatorzy marszu, nazwanego przez uczestników Marszem Godności, mówili wówczas o 120 tysiącach uczestników, rząd szacował liczbę demonstrantów na około 40 tysięcy, jak podawała Plataforma Media.

Cztery miesiące później, we wrześniu, skala i częstotliwość takich zgromadzeń pokazują narastające zmęczenie społeczne rządami Sáncheza, niezależnie od tego, czy bezpośrednim powodem jest afera korupcyjna, czy kryzys graniczny. Opozycja coraz częściej łączy oba wątki w jedną narrację o niezdolności rządu do zarządzania państwem.

Rola Maroka i napięcia w Unii Europejskiej

Śledztwo hiszpańskiej policji, którego ustalenia trafiły do sądu, wskazuje, że część marokańskich funkcjonariuszy żandarmerii miała kierować migrantów w stronę punktów przekraczania granicy. Śledczy nie poszli jednak tak daleko, by stwierdzić, że władze w Rabacie celowo zorganizowały cały napływ migrantów. Sam Sánchez przyznał, że nie ma twardych dowodów na celowe działanie marokańskiego rządu, choć potwierdził, że marokańscy funkcjonariusze w szczytowym momencie kryzysu dopuszczali do przekraczania granicy.

Kryzys odbija się też echem w Brukseli. Unia Europejska deklaruje solidarność z Hiszpanią, jednak część europejskich polityków krytykuje politykę migracyjną Sáncheza, a w niektórych wypowiedziach pojawia się nawet groźba konsekwencji dotyczących udziału Hiszpanii w strefie Schengen.

Napięcie w samej Ceucie nie słabnie. Choć większość z około 72 tysięcy osób, które przekroczyły granicę pod koniec lipca, wróciła do Maroka lub została odesłana, w mieście wciąż przebywa około 5 tysięcy migrantów, w tym około 1200 małoletnich, co dodatkowo obciąża lokalny system zakwaterowania i opieki zdrowotnej.

Kolejne tygodnie pokażą, czy wrześniowa fala protestów przełoży się na realną presję polityczną na rząd Sáncheza, czy pozostanie kolejnym epizodem w serii demonstracji, które od miesięcy towarzyszą hiszpańskiej polityce.

Podziel się:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *