Przez ponad rok czuł się bezpieczny na Costa Blanca. Poszukiwany listem gończym domniemany szef zbrojnego gangu został jednak namierzony przez lubelskich „łowców głów”, a Polak zatrzymany w Alicante trafił po ekstradycji do aresztu w kraju. 47-latek z powiatu chełmskiego odpowie za kierowanie zorganizowaną grupą przestępczą, która podszywała się pod policjantów, okradała kierowców tirów i przewoziła tytoń wart blisko 18 milionów złotych. Grozi mu do 15 lat więzienia.

Kim jest zatrzymany
Jak podała lubelska policja, chodzi o 47-letniego mieszkańca powiatu chełmskiego, który według śledczych stał na czele zorganizowanej grupy przestępczej o charakterze zbrojnym. Zdaniem prokuratury grupa działała od co najmniej sierpnia 2024 roku do początku 2025 roku, a jej członkowie operowali w kilku miastach w Polsce, między innymi we Wrocławiu, Warszawie, Lublinie i Łasku.
Mężczyzna był poszukiwany Europejskim Nakazem Aresztowania, wydanym na wniosek Prokuratury Okręgowej w Gliwicach, która nadzoruje śledztwo dotyczące działalności gangu. Sprawę zatrzymania jako pierwszy opisał lubelski Dziennik Wschodni. Warto zaznaczyć, że na obecnym etapie mężczyźnie postawiono zarzuty, a o jego winie zdecyduje dopiero sąd.
Podszywali się pod policjantów i okradali kierowców tirów
Z ustaleń śledczych wyłania się obraz brutalnej i dobrze zorganizowanej grupy. Jak informuje policja, jej członkowie podawali się za policjantów, doprowadzali mężczyzn do stanu bezbronności, a następnie ich okradali. Według relacji TVP Info ofiarami padali często kierowcy ciężarówek, których gang zatrzymywał na trasie, wykorzystując pozory policyjnej kontroli.
Taki modus operandi jest szczególnie niebezpieczny, bo żeruje na zaufaniu do munduru. Kierowca, który widzi osobę podającą się za funkcjonariusza i gest nakazujący zjechać na pobocze, zwykle się zatrzymuje. To właśnie ten moment posłuszeństwa wobec pozornej władzy grupa miała wykorzystywać do obezwładniania i okradania ofiar.
Drugim filarem działalności grupy był przemyt. Śledczy ustalili, że przez ręce gangu przeszły wyroby tytoniowe o wartości, jak podaje policja, „blisko 18 mln zł”. To właśnie skala nielegalnego procederu i zbrojny charakter grupy sprawiły, że sprawą zajęły się jednostki wyspecjalizowane w zwalczaniu najpoważniejszej przestępczości zorganizowanej.
Kwota rzędu kilkunastu milionów złotych w nielegalnym tytoniu to nie tylko liczba na papierze. Przemyt papierosów i tytoniu oznacza realne straty dla budżetu państwa z tytułu niezapłaconej akcyzy, a zyski z tego procederu bardzo często zasilają dalszą działalność zorganizowanych grup przestępczych. Dlatego walka z takim przemytem jest jednym z priorytetów zarówno polskich, jak i unijnych służb, a sprawy o tej skali rzadko kończą się na jednym zatrzymaniu.
Polak zatrzymany w Alicante po ponad roku w ukryciu
Kiedy w Polsce ruszyły zatrzymania członków grupy, jej domniemany szef zdążył wyjechać. Według policji ukrywał się w okolicach Alicante od lipca 2025 roku, licząc, że na słonecznym wybrzeżu zniknie z pola widzenia polskich służb. Rachuby okazały się błędne.
Mężczyznę namierzył Wydział Poszukiwań i Identyfikacji Osób lubelskiej komendy, potocznie nazywany „łowcami głów”. O kulisach akcji pisało RMF24. Polscy funkcjonariusze działali w ramach europejskiej sieci ENFAST, zrzeszającej zespoły ścigające uciekinierów, oraz przy wsparciu oficera łącznikowego polskiej policji w Hiszpanii, komisarza Łukasza Olenderka, i Biura Kryminalnego Komendy Głównej Policji. Fizycznego zatrzymania dokonali hiszpańscy policjanci pod koniec sierpnia, a o sprowadzeniu 47-latka do kraju informowała też stacja TVN24.
Po ekstradycji, którą koordynowało Biuro Prewencji Komendy Głównej Policji, mężczyzna trafił do tymczasowego aresztu w Polsce. Za kierowanie zorganizowaną grupą przestępczą o charakterze zbrojnym grozi mu kara do 15 lat pozbawienia wolności.
Czym są „łowcy głów” i Europejski Nakaz Aresztowania
Sukces tej akcji nie byłby możliwy bez dwóch narzędzi, o których zwykli obywatele słyszą rzadko. Pierwsze to Europejski Nakaz Aresztowania, w skrócie ENA. To uproszczona procedura obowiązująca w Unii Europejskiej, dzięki której osobę poszukiwaną w jednym kraju członkowskim można zatrzymać i przekazać z innego, bez długotrwałego, klasycznego postępowania ekstradycyjnego. Właśnie ENA sprawia, że wyjazd do Hiszpanii czy innego kraju wspólnoty przestaje być skuteczną ucieczką.
Drugie narzędzie to wspomniana sieć ENFAST oraz policyjne wydziały poszukiwań, których funkcjonariusze specjalizują się w tropieniu ludzi ukrywających się przed prawem. To oni, cierpliwie zbierając informacje i współpracując z zagranicznymi partnerami, ustalają, gdzie dokładnie przebywa poszukiwany. W tej sprawie kluczowe okazało się połączenie polskiej wiedzy operacyjnej z możliwościami działania hiszpańskiej policji w terenie.
Alicante i Costa Blanca kryjówką dla europejskich uciekinierów
Sprawa 47-latka nie jest odosobniona. Prowincja Alicante, a więc serce Costa Blanca, od miesięcy regularnie pojawia się w komunikatach o zatrzymaniach groźnych przestępców ukrywających się przed wymiarem sprawiedliwości w innych krajach. Ciepły klimat, duża międzynarodowa społeczność i łatwość wtopienia się w tłum turystów sprawiają, że region bywa wybierany na kryjówkę.
Zaledwie kilka dni przed nagłośnieniem sprawy naszego 47-latka, jak opisał portal TodoAlicante, podczas kontroli Guardia Civil w Torrevieja zatrzymano trzech obywateli Szwecji i jednego Polaka. Ten ostatni, 55-latek, był poszukiwany przez polski wymiar sprawiedliwości między innymi za usiłowanie zabójstwa, porwanie i nielegalne posiadanie broni. To zupełnie inna sprawa niż historia szefa zbrojnego gangu, ale pokazuje tę samą prawidłowość.
Wcześniej w tym samym roku hiszpańska policja zatrzymała w miejscowości Benissa pod Alicante kolejnego Polaka, poszukiwanego za udział w organizacji przestępczej, o czym również informował TodoAlicante. Głośna była też sprawa Polaka namierzonego w okolicach Alicante, prawomocnie skazanego w kraju za handel marihuaną na dużą skalę. Lista nazwisk i narodowości jest długa, a wspólny mianownik jeden: coraz sprawniejsza międzynarodowa współpraca policyjna sprawia, że Costa Blanca przestaje być bezpieczną przystanią dla ludzi z przeszłością.
Dlaczego to ważne dla Polaków na Costa Blanca
Dla tysięcy Polaków, którzy uczciwie żyją i pracują na hiszpańskim wybrzeżu, takie historie mają dwa wymiary. Z jednej strony to przypomnienie, że okolica, którą wybraliśmy na dom, bywa też scenerią poważnych spraw kryminalnych, i że warto zachować zdrowy rozsądek, zwłaszcza w kontaktach z osobami, których przeszłości nie znamy. Z drugiej strony każdy taki komunikat to dowód, że hiszpańskie i polskie służby coraz skuteczniej się dogadują, a granica przestaje chronić przestępców. Dla zdecydowanej większości mieszkańców oznacza to po prostu większe bezpieczeństwo w miejscu, które pokochali.






