Przez dekady najczęściej odwiedzanym krajem świata była Francja. Analizy przygotowane przez Deloitte i Google wskazują, że ta era się kończy: do 2040 roku pierwsze miejsce ma przejąć Hiszpania, przekraczając 110 milionów zagranicznych turystów rocznie. Francja zatrzyma się na około 105 milionach.
Ciekawsze od samej prognozy jest to, że w Hiszpanii nikt nie otwiera szampana.
Rekord za rekordem
Według hiszpańskiego Narodowego Instytutu Statystycznego w 2025 roku kraj odwiedziło blisko 97 milionów zagranicznych turystów — o 3,2 procent więcej niż rok wcześniej i najwięcej w historii pomiarów. Zostawili w hiszpańskiej gospodarce prawie 135 miliardów euro, czyli o niemal 7 procent więcej niż w poprzednim sezonie.
Tempo robi wrażenie: jeszcze w 2023 roku było to 84 miliony. Dwa lata, trzynaście milionów turystów więcej.
Francja w tym samym 2025 roku przyjęła 102 miliony gości — mimo że rok wcześniej gościła igrzyska olimpijskie, czyli największy możliwy zastrzyk promocyjny, jaki kraj może dostać. Okazało się, że to nie wystarczyło, żeby utrzymać dystans.
Skalę tych liczb dobrze widać w porównaniu z Polską, którą w tym czasie odwiedziło niespełna 20 milionów turystów zagranicznych. Przy czym Hiszpanów jest zaledwie o około dziesięć milionów więcej niż Polaków — to kraj, który co roku przyjmuje dwa i pół raza więcej gości, niż ma mieszkańców.
Skąd ten skok
- Klimat — blisko 300 słonecznych dni w roku i łagodne zimy, które przyciągają wtedy, gdy reszta Europy tonie w szarości.
- Wydłużony sezon — ocieplenie klimatu paradoksalnie pomaga — turystyka rozlewa się na jesień i wczesną wiosnę, zamiast koncentrować się w lipcu i sierpniu.
- Tanie loty — gęsta siatka połączeń niskokosztowych sprawiła, że Hiszpania wygrywa z Chorwacją, Włochami i Grecją także na rynku polskim.
- Nieruchomości — cudzoziemcy, w tym coraz liczniej Polacy, masowo kupują apartamenty na hiszpańskich wybrzeżach, co napędza ruch przez cały rok.
Dlaczego Hiszpanie nie świętują
Bo mają już za sobą kilka lat, w których turystyka przestała być wyłącznie źródłem dochodu.
W Barcelonie, na Balearach i na Wyspach Kanaryjskich mieszkańcy wychodzą na ulice. Protestują przeciwko przeciążonym usługom publicznym, zadeptywanym terenom przyrodniczym i przede wszystkim przeciwko cenom najmu, które wypychają miejscowych z centrów ich własnych miast.
Naukowcy nazywają to przekroczeniem pojemności turystycznej — momentem, w którym kolejny turysta przestaje być korzyścią, a zaczyna być kosztem. Pytanie, które coraz częściej pada w hiszpańskiej debacie publicznej, nie brzmi już „jak przyciągnąć więcej odwiedzających”, tylko „czy 110 milionów nie skończy się zapaścią”.
Kolejne regiony odpowiadają na to regulacjami: moratoria na nowe licencje turystyczne, ograniczenia wynajmu krótkoterminowego, opłaty turystyczne, limity wejść do najpopularniejszych miejsc.
Nie wszędzie jest tak samo
Warto jednak spojrzeć na to, gdzie ci turyści faktycznie jadą, bo rozkład jest bardzo nierówny.
| Region | Turyści w 2025 | Zmiana |
| Katalonia | 20 mln | +0,6% |
| Baleary | 15,7 mln | +2,6% |
| Wyspy Kanaryjskie | 15,7 mln | +3% |
To właśnie te trzy regiony przyjmują największy ruch — i to tam wybuchają protesty. Costa Blanca i cała Wspólnota Walencka pozostają poza tym podium, co przy takiej skali zjawiska jest informacją istotną: mowa o wybrzeżu, które wciąż ma zapas.
Z drugiej strony właśnie ten zapas czyni z niego naturalny kierunek przelewu. Kiedy najbardziej oblegane regiony zaczynają zamykać drzwi kolejnymi przepisami, ruch szuka miejsca gdzie indziej.
Co to zmienia w praktyce
- Dla planujących wakacje — różnica między szczytem sezonu a wrześniem czy czerwcem będzie rosła — i to zarówno w cenach, jak i w komforcie. Kto może przesunąć termin, będzie miał coraz więcej powodów, żeby to zrobić.
- Dla kupujących nieruchomość — rosnący popyt oznacza rosnące ceny, ale też coraz mniej przewidywalne zasady wynajmu. Kalkulacja opłacalności oparta na stawkach z lipca i założeniu, że przepisy się nie zmienią, jest dziś ryzykowna.
- Dla właścicieli mieszkań — wartość nieruchomości rośnie, ale wraz z nią liczba obowiązków. Warto śledzić decyzje własnej gminy, bo to na tym poziomie zapadają rozstrzygnięcia o moratoriach i limitach.
- Dla mieszkańców — presja na infrastrukturę: drogi, wodę, wywóz śmieci i przychodnie. Na południu prowincji Alicante widać to już przy trasach N-332 i CV-95, których rozbudowa ciągnie się od lat, podczas gdy ruch rośnie z sezonu na sezon.
Rekord, który nikogo nie cieszy
Hiszpania stoi przed problemem, o jakim wiele krajów mogłoby tylko pomarzyć: ma za dużo turystów. Ale to nie znaczy, że problem jest wydumany — bo pieniądze z turystyki trafiają do jednych, a koszty ponoszą inni.
Najbliższe lata pokażą, czy da się rosnąć dalej bez utraty tego, co ten kraj czyni atrakcyjnym. Na razie odpowiedzi nie ma nikt — ani w Madrycie, ani w Barcelonie, ani w gminach, które muszą sobie z tym radzić na co dzień.
Prognozy dotyczące 2040 roku pochodzą z analiz modelowych i należy traktować je jako scenariusz, nie pewnik. Dane za 2025 rok są danymi wstępnymi hiszpańskiego INE.
Źródła
- Instituto Nacional de Estadística (INE) — statystyka FRONTUR, dane za 2025 rok
- Analiza Deloitte i Google dotycząca prognoz ruchu turystycznego do 2040 roku, za TimeOut
- National Geographic Polska






