Protesty przeciwko masowej turystyce w Alicante: o co chodzi i co na to druga strona

Alicante, jak spora część Hiszpanii, spiera się dziś o turystykę. We wrześniu kilkuset mieszkańców przeszło ulicami miasta z przesłaniem, że Alicante ma być bardziej do życia niż na sprzedaż — a marsz zbiegł się z weekendem, w którym do portu jeden po drugim zawijały wycieczkowce. Temat jest gorący i łatwo o emocje, dlatego spróbujemy spokojnie, bez sensacji, pokazać obie strony barykady. Bo w sporze o masową turystykę w Alicante racja nie leży w całości po żadnej ze stron.

Co się wydarzyło: protest przeciwko masowej turystyce w Alicante

Marsz odbył się w sobotę 19 września, a zwołała go platforma „Alicante, dónde vas” razem ze związkami mieszkaniowymi z dzielnic Carolines i Zona Nord — pod hasłem „Alacant al límit”, czyli „miasto na granicy: mniej turystyki, więcej życia”. Uczestnicy przeszli od Plaça de les Palmeretes, przez Las Cigarreras i Plaza de Toros, aż na Explanadę. Po drodze zatrzymali się przy dawnym kinie Ideal, żeby wesprzeć akcję „Salvem l’Ideal” i zwrócić uwagę na utratę architektonicznego dziedzictwa miasta. Według lokalnej prasy w proteście wzięło udział kilkuset osób, z hasłami przeciwko obecnemu modelowi turystycznemu, w tym „No Airbnb”.

Marsz nieprzypadkowo wypadł w weekend wzmożonego ruchu. Jak podała publiczna rozgłośnia À Punt, w ciągu zaledwie czterech dni do portu w Alicante miało zawinąć pięć wycieczkowców z blisko 20 tysiącami pasażerów — i właśnie ten kontrast organizatorzy wypominali władzom. „Przypływają pasażerowie wycieczkowców i to nie jest problem, ale kiedy w zeszłym tygodniu zrobiliśmy sąsiedzką kolację dla stu osób, z rodzinami i dziećmi, to był problem dla ratusza” — mówiła María Cuevas z platformy „Alicante, dónde vas”. David Yáñez ze związków mieszkaniowych ujął sedno krócej: „Ludzie nie mogą znaleźć domu, nie mają gdzie budować swojej przyszłości”. W relacji Cadena SER przewijało się jeszcze ostrzejsze zdanie z tłumu — że część przedsiębiorców „niszczy nasze dzielnice”.

To nie był odosobniony protest, tylko część większej fali, która w 2026 roku przeszła przez Hiszpanię, od Barcelony po Baleary, gdzie mieszkańcy wychodzili na ulice między innymi przeciwko rozbudowie lotnisk. Podobne marsze Alicante widziało już wcześniej, m.in. latem 2025 roku. Relacjonowały to m.in. Cope, Olive Press i Valencia Noticias.

Racje mieszkańców: mieszkania, praca i charakter dzielnic

Sercem protestu nie jest sama turystyka, tylko mieszkania. Apartamenty na krótki najem wyciągają lokale z rynku długoterminowego, przez co ofert ubywa, czynsze rosną, a rodziny są wypychane z dzielnic, w których się wychowały. Pisaliśmy o tym szerzej w tekście o cenach wynajmu na Costa Blance.

Do tego dochodzi kwestia, o której mówi się rzadziej, a która jest tu kluczowa. Hiszpańskie pensje należą do niższych w Europie Zachodniej, a ceny mieszkań gonią poziom bogatej północy kontynentu. Mieszkaniec Alicante, który pracuje uczciwie i zarabia nieźle jak na swój rynek, i tak nie jest w stanie konkurować o mieszkanie z kupującym z kraju, gdzie zarabia się kilka razy więcej. Stąd bierze się poczucie, że traci się własne miasto.

Mieszkańcy mówią też o czymś, co Hiszpanie nazywają turystyfikacją dzielnic: całe kwartały tracą stałych lokatorów i swój charakter na rzecz krótkiego najmu, sklepów pod turystę i lokali, które znikają. Symbolem tego stała się walka o dawne kino Ideal, o którą upomnieli się uczestnicy marszu, a szerzej pisała o zjawisku Alicante Plaza. Organizatorzy wskazują również, że turystyka wprawdzie daje pracę, ale często sezonową i słabo płatną, a infrastruktura jest przeciążona. Jak ujął to jeden z rzeczników, połączenia komunikacyjne są układane pod turystę jadącego na plażę, a nie pod mieszkańca.

Druga strona medalu: pieniądze, praca i wolny rynek

Uczciwie trzeba pokazać też drugą stronę, bo ona istnieje. Gospodarka Costa Blanki i całej Hiszpanii w dużej mierze stoi turystyką i napływem obcokrajowców. Turyści i rezydenci zostawiają tu niemałe pieniądze, utrzymują bary, restauracje, sklepy i usługi, i finansują część lokalnych miejsc pracy. To także Unia Europejska i wolny rynek: swoboda przemieszczania się i kupowania nieruchomości to prawo, z którego korzystają również Polacy. Wielu obcokrajowców osiedla się tu na stałe, płaci podatki i integruje się z okolicą. Bez tego strumienia pieniędzy część lokalnej gospodarki po prostu by się zwinęła.

Ale i tu trzeba postawić gwiazdkę, i to szczerze. Duża część miejsc pracy, które tworzy turystyka, jest sezonowa i niskiej jakości. Argument „turystyka daje zatrudnienie” jest więc prawdziwy tylko połowicznie, bo jedno to mieć pracę, a drugie móc z niej godnie żyć i wynająć w swoim mieście mieszkanie. To realny słaby punkt tego modelu i nie da się go przemilczeć.

Gdzie w tym wszystkim Polacy

Nas ten spór dotyczy z obu stron naraz. Jako mieszkańcy Polacy odczuwają dokładnie ten sam ucisk czynszów co Hiszpanie i pod tym względem stoją po stronie protestujących. Jako obcokrajowcy bywają jednak wrzucani do jednego worka z całym napływem. Warto to rozdzielić: większość polskich rezydentów tu żyje, pracuje i integruje się, daleko od stereotypu turysty, który przyjeżdża tylko się urżnąć. Dlatego ten spór nie jest o narodowości, tylko o model: o to, ile mieszkań idzie na krótki najem i jak wygląda polityka mieszkaniowa.

Co dalej

Prostego rozwiązania nie ma, ale kierunki są znane. Mówi się o regulacji apartamentów turystycznych, czyli licencjach i limitach, o zwiększeniu puli mieszkań na długoterminowy najem i o szukaniu równowagi między gospodarką a prawem mieszkańców do własnego miasta. Część hiszpańskich miast już ogranicza liczbę mieszkań turystycznych. To spór, w którym najuczciwsza odpowiedź brzmi: potrzebny jest balans, a nie zwycięstwo jednej strony nad drugą.

Na koniec

Napięcie jest realne i po obu stronach są prawdziwe racje. My staramy się je po prostu pokazać spokojnie, bo od krzyku nikt nie dostanie mieszkania ani nie zamknie baru. A Wy jak to widzicie, mieszkając tutaj? Po której jesteście stronie barykady? Napiszcie w komentarzu.

Przeczytaj też

Ceny wynajmu na Costa Blance, co zobaczyć w Alicante i jesienne wydarzenia na Costa Blance.

Costa Blanca po polsku, prosto na Twój feed

Dołącz do naszej grupy i obserwuj mojacosta.com, żeby nie przegapić newsów i poradników.

Dołącz do grupy →
Obserwuj na Facebooku

Podziel się:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *